Ponadczasowa historia miłości Sobieskiego i Marysieńki



 Historia uczucia, które połączyło Marysieńkę i Jana III Sobieskiego to historia wierności i zdrady, wojny i sielanki, polityki i skandalów.


 

W roku 1648 do Polski popędził orszak Marii Gonzagi, która zmierzała do Warszawy by poślubić Władysława IV i stać się przyszłą królową Polski. Pośród jej świty przykuwała uwagę czteroletnia dziewczynka. Była to Maria Kazimiera d'Arquien, córka ochmistrzyni dworu Marii Gonzagi, która oddała ją pod opiekę księżnej. Będąc najpiękniejszą partią w zasobach urodziwych córek francuskich arystokratów jakimi dysponowała Królowa Ludwika, Maria Kazimiera pobierała lekcje polskich zwyczajów. Kombinacja urody, wdzięku, wiedzy i bystrości miała zapewnić jej dobry ożenek. Jako ciemnowłosa piękność o jasnej cerze, śniadym wzroście, proporcjonalnej budowie i najpiękniejszych czarnych oczach w cudownej oprawie, błyszczała na królewskim dworze.

 

Rok 1655, WIOSNA → najwspanialszy czas dla rozkwitu uczucia.

Wtedy to pierwszy raz spotkali się. Ona, młodziutka,rozmarzona w ckliwych powieściach piękność. On, przystojny, wykształcony, męski rycerz. Czternastoletnia wówczas panna d'Arquien wywarła niezapomniane wrażenie na Sobieskim. Od tamtej pory zagościła w jego sercu i myślach. Iskra uczucia pozostała tylko iskrą, gdyż młodzieniec zdawał sobie sprawę, że ze względu na swoją matkę, która kontrolowała majątek nie był atrakcyjną partią dla podopiecznej samej królowej. Drugą przeszkodą do podjęcia zalotów mogła być również niechęć jego matki i podejrzliwość do wszystkiego co było obce. A taka z racji francuskiego pochodzenia była Maria Kazimiera.

Pod koniec lipca 1655 roku zaczął się najazd Szwecji na Rzeczpospolitą (tzw Potop Szwedzki). To wydarzenie rozdzieliło dopiero co zapoznanych. Polityka pchnęła panne d'Arquien w ramiona Jana Sobiepana Zamoyskiego, który z racji urodzenia i wojennej chwały w oczach królowej Ludwiki był idealnym kandydatem dla Marii Kazimiery. Po ślubie w 1658 roku państwo Zamoyscy udali się do Zamościa. Ich wspólne życie nie było usłane różami. Jan Kazimierz słynął z zamiłowania do pań lekkich obyczajów, alkoholu i bynajmniej ślub z Marią nie zmienił jego upodobań. Skutkiem jego stylu życia była choroba weneryczna, którą bał się zarazić małżonkę dlatego też starał się unikać kontaktów intymnych ze swoją żoną. Podobno mimo kuracji męża Maria i tak została zarażona wstydliwą przypadłością , co wpłynęło na przedwczesną śmierć ich trzech córek. Sytuacja budowała przepaść między małżonkami. On bezustannie na misjach wojskowych, ucztach i ramionach innych. Ona wypełniająca czas zakupami, balami i przejażdżkami konnymi.  Jej codzienność nie była wymarzonymi kartami francuskich powieści, które tak lubiła czytać. Nie była nawet niczym bliskim do tego co sobie wyobrażała dla siebie i za czym tak tęskniła w głębi serca. I wtedy na horyzoncie jej stęsknionego istnienia po raz kolejny pojawił się On- Jan Sobieski. Los rzucił go bardzo blisko, wręcz pod same nogi Marii. Mieszkał on bowiem w rodowym majątku oddalonym o kilka kilometrów od Zamościa. Niewinna korespondencja, która była ucieczką od wiejskiej nudy jak i wspólne tematy podejmowane w listach, z czasem stawały się intymnymi wyrazami głębokiego uczucia.

 

Cztery lata później (1665r)Zamoyski umiera na syfilis. Maria Kazimiera w wieku 24 lat zostaje bezdzietną wdową z kochankiem i ogromnym majątkiem. Od momentu śmierci matki Sobieskiego w 1662 roku i owdowienia Marii już nic nie stało na drodze do szczęścia tych dwoje. A jednak właśnie wtedy Sobieski zaczął unikać Marysieńki. Sprowokowało to uknucie intrygi, w której brała udział sama królowa Ludwika. Cały plan polegać miał na odwzajemnieniu milczenia przez Marie i późniejszym zaaranżowaniu spotkania podczas, którego nakrywa ich oburzona królowa , stawiając przed Janem ultimatum; albo się żeni ze zhańbioną wdową, albo honorowo strzeli sobie w głowę. I w takich okolicznościach wyrwany ze snu kapelan w obecności królowej udzielił im ślub. Po dziś dzień trwają spory historyków co do charakteru tej osobliwej ceremonii.

 

 Nie obyło się to bez echa. Światło dzienne rzuciło cień na nocną ceremonie co sprawiło, że świeżo upieczona pani Sobieska straciła prawie połowę swojego majątku. Sprawa ta nie spędzała jej snu z powiek gdyż jej nowy mąż należał do najbogatszych i bardzo wpływowych magnatów w kraju.

 

Oficjalny ślub Sobiescy wzięli 5 lipca 1665 roku w Warszawie. Zakochany Jan jako marszałek wielki koronny, druga osoba po królu w państwie znalazł się pod wielkimi wpływami małżonki, która za jego przyzwoleniem prowadziła politykę profrancuską i oczywiście pro -Sobieską. Celem ambitnej i rezolutnej Marysieńki było posadzenie męża na polskim tronie. Miłość zaprowadziła ich do wytyczonego przez Panią Sobieską celu. Maria Kazimiera mimo szczerego uczucia jakim darzyła Jana zmagała się z niepochlebnymi opiniami. Głównym powodem tej niechęci była jej ogromna aktywność polityczna, niezgodna ze staropolskimi wzorcami kobiety i królowej. Ostatecznie usta wszystkim zamknął jej ukochany, który prowadząc ja do ołtarza w Katedrze Wawelskiej pokazał, że bez względu na wszystko to ona jest jego królową a co za tym idzie ich również. Miłość wiwatowała ale szlachta jednak została nieczuła na uczucie pary królewskiej. Bardzo krytycznie podchodziła do Marysieńki, która według nich nie odstępowała króla na krok. A ona najprościej w świecie towarzyszyła mężowi w podróżach, była umileniem czasu i wsparciem.

  

LIST Sobieskiego do Marysieńki

W Pielaskowicach, we wtorek [9 VI 1665].

Żoneczko moja najśliczniejsza, największa duszy i serca mego pociecho!

Tak mi się twoja śliczność, moja złota panno, wbiła w głowę, że zawrzeć oczu całej nie mogłem nocy. P. Bóg widzi, że sam nie wiem, jeśli tę absence znieść będzie można; bo ażem sobie uprosił M. Koniecpolski, że ze mną całą przegadał noc tę przeszłą. Dziś ani o jedzeniu, ani o spaniu i pomyśleć niepodobna. Owo widzę, że mię twoje wdzięczne tak oczarowały oczy, że bez nich i momentu wytrwać będzie niepodobna, i tak tuszę, że notre amour ne changera jamais en amitie, ni en la plus tendre qui fut jamais. To jest pewna, że już od dawnego czasu zdało mi się, żem bardziej i więcej kochać nie mógł; ale teraz przyznawana, że lubo nie bardziej, bo niepodobna kochać bardziej, ale je vous admire coraz więcej, widząc perfekcję a tak dobrą i w tak pięknym ciele duszę. Owo zgoła, serca mego królewno, chciej tego być pewna, że wprzód wszystko wspak się odmieni przyrodzenie, niżeli najmniejszą odmianę śliczna Astree w swym uzna Celadonie.

Z Warszawy żaden mój dotąd nie powrócił posłaniec. Ja jutro stąd, da P. Bóg, przede dniem w swoją wybiorę się drogę. - Z naszych piszą mi krajów, że orda przyszła już pewnie do p. wojewody ruskiego; p. wojewoda też krakowski już się pewnie ruszył od Tarnopola w Ukrainę, poszedł za nim i p. Sieniawski. Nie wiem tedy, kto pójdzie teraz do boku Króla JMci, ponieważ co życzliwsi wszyscy w Ukrainie, a drudzy albo przy tamtej stronie, albo w domu, na rzeczy patrząc, siedzieć będą.

Konserwację odoru zalecam i przypominam, na którym wszystka Sylwandrowa zawisła szczęśliwość. Dla Boga, nie proszę, ale uniżenie suplikuję, aby tym odorem tak nie szafować, jako swoim! Orondate według danego parolu do swojej pospieszy Kasandry, bo pewnie le dieu meme qui fait qu'on aime swoich mu w tę drogę doda skrzydeł. Czekać go tedy z ochotą et sans aucune melancolie, tylko z tą impacjencją, z której on pojedzie i w której będzie, póko nie ogląda to, co jest najpiękniejszego i najdoskonalszego nie tylko na ziemi, ale i parmi tous les astres. Proszę nie wątpić w tym i wierzyć jako najżyczliwszemu swemu.

Kompanii wszystkiej kłaniam. Dziś ekspediować, żeby tu przede dniem stanął posłaniec. Sprawy jako tam idą, oznajmić. 

 

List Sobieskiego do Marysieńki

 

Lubowli, 14 XII [1683], tj. we wtorek.

Podobno nieprzyjaciel duszy i ciała wstąpił w tego, który namówił Wć moje serce jechać tą drogą na Sącz. Prawda to, że to jest bliższa droga, ale niecnotliwie zła i tylko na konnego albo na pieszego. Ta zaś droga, którąm ja raił, trochę dalsza, ale dobra i bardzo wygodna, tj. na Czorsztyn i Nowy Targ. Tą tedy drogą wyprawiłem wczora pana inflanckiego i dałem mu list do Wci serca mego, prosząc, abyś się w Nowym Targu zatrzymała i tam na mnie czekała. Ależ ja tak nieszczęśliwy, że nikomu perswadować nic nie mogę. Dziś tedy, kiedy się już letkie, które ze mną iść mają, wozy ku Czorsztynu ruszyły (bo co cięższe albo wszystkie zginęły, albo nie wiem gdzie błądzą i gdzie zaszły), aliści list Wci serca mego mię zachodzi pod datą z Wieliczki nie wiedzieć którego dnia, a w tym liście zaś. który mię wczora doszedł, nie napisano, którą drogą.

Co się tedy ze mną dzieje, wypisać tego niepodobna ani zgryzoty imaginować. Pisząc wczora przez pana inflanckiego, kazałem dla wszystkiego pisać jmci ks. podkanclerzemu na Sącz do ks. biskupa kijowskiego (mając to w pamięci, że ludzie zawsze opak czynić zwykli), że jeżelibyś Wć moje serce tamtym na Sącz puściła się traktem, abyś na mię w Sączu Starym czekała; co że już doszło Wci serca mego, nie wątpię, Teraz z tymże Duponta wyprawuję, sam się wybierając za nim; ale jako, Bóg wie. Tu wozów nie ma, osobliwie tego, gdzie wszystkie rzeczy najlepsze; tu śnieg srogi i drogę zawiało; tu już ku nocy, góra sroga zaraz się zaczyna; tu nigdzie bliskiego nie mam noclegu; tu nowina jedna drugiej gorsza. P. podskarbi nadworny już umarł, p. wojewoda wołyński za nim się gotował; za milę stąd pozostali. Listy z Wiednia, któreśmy tu zastali, nic pociesznego nie mają w sobie; co wszystko P. Bogu oddając, całuję milion razów wszystkie śliczności Wci serca mego jedynego. - Śniegi tu tak srogie spadły, że się wybić z nich nie będzie podobna. A jeśli rozciecz zapadnie, to tydzień i drugi rzek przejechać będzie niepodobna; czego by było nie było na Czorsztyn i Nowy Targ.

 

Marysieńka gdy nie mogła asystować mężowi wspierała go modlitwą bądź dobrym słowem w listach, których mu nie szczędziła. W dniu bitwy pod Wiedniem ulicami Krakowa odbyła pielgrzymkę po ulicznych ołtarzach. Jak powszechnie wiadomo król Jan III Sobieski wracał spod Wiednia właśnie przez Stary Sącz, w klasztorze Klarysek złożył sztandar zdobyty na Turkach (który jest do dziś przechowywany w klasztorze) i modlił się przed relikwiami św. Kingi. Witał też tutaj stęsknioną małżonkę,ukochaną Marysieńkę. W trakcie całego swojego małżeństwa Jan i Marysieńka obdarowywali się czułościami, które w tamtych czasach należały do rzadkości. Marysieńka urodziła mu aż 13cioro dzieci. Gdy u schyłku życia schorowany i zgorzkniały król odsunął się od bieżącej polityki, Maria Kazimiera wraz z królewskimi stronnikami przejęła de facto ster rządów w kraju, a przeciwnicy złośliwie zwali ją regentką. U boku swej Marysieńki Jan III Sobieski zaznał spokojnej i szczęśliwej starości. Gdy chorował, czuwała przy nim całymi nocami. Budziła, gdy zasypiał przy stole podczas ulubionej gry w karty. W chłodne dni osobiście sprawdzała, czy w królewskiej komnacie należycie napalono w kominku. Spokojnie znosiła też napady jego wściekłości, podczas których – jak notował historyk Wespazjan Kochowski – „był Sobieski straszliwy”.

17 czerwca 1696 roku zwycięzca spod Wiednia zmarł w swoim pałacu w Wilanowie.W dworskich dokumentach zapisano, że odszedł Sobieski „lekko, bez żadnej ciężkości”. Dokładnie tak, jak żył z Marysieńką

 Po śmierci Jana III Sobieskiego w 1696, Marysieńka wyjechała z Polski w 1699 udając się do Rzymu, gdzie przebywała z licznym dworem. Zamieszkała tam w Palazzo Chigi-Odescalchi. Często gościła u kolejnych papieży, najpierw u Innocentego XII (który wcześniej jako nuncjusz udzielił jej ślubu z Sobieskim), następnie u Klemensa XI. Potem udała się do Francji. Jednak Ludwik XIV wydał jej zakaz pojawienia się w Paryżu i Wersalu, choć bezskutecznie składała prośby pisząc do niego: Chcę być uważana jako prosta wasalka, a nie jak królowa, opuszczając bowiem Rzym, królestwo swe złożyłam u stóp papieskich[5].

Ostatnie półtora roku życia spędziła w Blois, gdzie w styczniu 1716 zmarła po płukaniu żołądka zarządzonym przez lekarza. Trumnę 2 kwietnia przeniesiono do kaplicy św. Eustachego w kościele św. Zbawiciela w Blois. Natomiast serce złożono w urnie w miejscowym kościele jezuitów (przepadło potem w czasie rewolucji francuskiej). Następnie w 1717 trumna z ciałem Marysieńki spoczęła w warszawskim kościele kapucynów, obok Jana III i stamtąd w 1733 wraz z prochami króla przewieziona została do katedry wawelskiej w Krakowie.


Jej imię nosiły statki gdańskie Marie, Die Königin von Pohlen (trzy statki), Maria Casimira Königin von Pohlen[6].

 

© 2017 Restauracja Marysieńka. All Rights Reserved.